wtorek, 22 września 2015

#5: 「 介護 と の口論。」 (Opieka i kłótnia.)

Młodzieńcy dotarli już na miejsce. Tenseki ostrożnie otworzył drzwi, po czym zamknął je, gdy wszyscy weszli do środka. Następnie, wraz z Hidekim, położył nieprzytomnego oraz krwawiącego Kagawego na łóżku i usiadł przy nim. Wtedy spojrzał na twarz brązowowłosego nastolatka. Z otwartej rany na jego policzku spływał mały lecz obfity strumień krwi, tak samo i z czoła chłopca. Młody Kiyōkai był ponadto posiniaczony oraz miał złamany nos, który trzeba było nastawić. Dorosłemu Yōkamai zrobiło się w duchu żal chłopca, jednak próbował nie dopuszczać do siebie tej myśli, twierdząc, iż nie powinien tak myśleć o "zwykłym, niedoświadczonym chłopaku".  Dlatego też skierował wzrok ku Hidekiemu.



- Przynieś mi trochę wody, jakieś czyste szmaty i parę bandaży. - powiedział

- Dobrze, za chwile będą gotowe. - odparł siedemnastolatek i poszedł po owe rzeczy. Po kilku minutach wrócił z nimi i postawił je przy Tensekim.

- Podnieś go trochę. Muszę obmyć mu twarz z krwi. - rzekł Yōkamai



Nastoletni Yōkamai usiadł na łóżku w pobliżu Kiyōkai, a następnie wziął go pod pachy i lekko podniósł. Wtedy czarnowłosy młodzieniec wziął kawałek szmatki oraz nawilżył ją. Wilgotny materiał przyłożył do twarzy nieprzytomnego młodzieńca i zaczął zmywać wciąż spływającą krew z jego twarzy. Następnie namoczył dwa inne kawałki materiału oraz przyłożył je do ran, owijając potem bandażem. Wówczas delikatnie ujął przestawioną kość nosową chłopca i nastawił ją, wkładając potem dwie inne części materiału w jego nozdrza, a w ten sposób usztywniając całość. Na samym końcu owinął nastolatka bandażem wokół nosa.



- Możesz go położyć z powrotem. Teraz musi odpoczywać. - oznajmił niebieskooki Yōkamai

- Tenseki, przecież on się udusi... - jęknął miedzianowłosy młodzieniec

- Zaraz się obudzi... - odrzekł niezadowolony mężczyzna - Poczułem to w dłoniach, kiedy opatrywałem jego nos...

- Jak myślisz, wszystko będzie z nim dobrze? - zapytał Hideki

- Wszystko będzie w porządku, Hideki. Obrażenia, których doznał, nie są wcale takie ciężkie. Myślę, że za dwa tygodnie znów będzie mógł poprawnie funkcjonować. - odparł Tenseki

- Och, rozumiem... - westchnął siedemnastolatek - Muszę przyznać, iż jestem pod wrażeniem.

- Jakim znowuż wrażeniem? - podpytał starszy Yōkamai

- Uratowałeś Kagawego, mimo że go nie lubisz. To szlachetny czyn. - powiedział nastolatek

- Już tam zaraz szlachetny. - bąknął dwudziestolatek, po czym spuścił głowę - Wykonałem to, co uważałem za słuszne. Ochroniłem go, bo nie chciałem, by stała mu się większa krzywda. Zrobiłem to, bo taki jest mój obowiązek. Mam chronić słabszych, a nie zostawiać ich na pastwę losu.

- Naprawdę sądzisz, że to zwykła wola obowiązku popchnęła cię do tak bohaterskiego czynu? Co, jeśli leży w tym głębszy sens?

- Głębszy sens? - burknął młodzieniec, znów kierując wzrok na przyjaciela - O czym ty mówisz, Hideki?

- Co, jeśli czujesz do niego coś więcej niż tylko koleżeńskość? Co, jeśli tak naprawdę jest między wami pewna więź, której nie jesteś sam w stanie określić? - snuł ognistowłosy chłopak

- Odszczekaj te słowa, Hideki! Między mną a Kagawem nie ma niczego innego oprócz zwyczajnej znajomości! - oburzył się mężczyzna, wtenczas wstając

- Zastanów się, Tenseki. Między wami jest coś, czego sam nie potrafisz nazwać. Wiesz o tym, ale nie chcesz dopuścić do siebie tej myśli, prawda?

- Masz natychmiast przestać! - krzyczał starszy Yōkamai

- Przemyśl to. - rzekł młodszy Yōkamai podczas, gdy wstawał - Z tego może się zrodzić przyjaźń na wieki. Coś, czego i ja nie jestem w stanie ci wytłumaczyć.



Po tych słowach Hideki wyszedł z sypialni Tensekiego i poszedł na salę treningową. Sam Tenseki wtenczas usiadł na łóżku i złapał się za głowę, która bolała go od całego zamieszania. Siedział w ciszy, próbując myśleć o słowach Hidekiego, lecz ilekroć to robił, zaciskał pięść i szybko odsuwał od siebie ową myśl, karcąc się własnymi przekonaniami, że między nim a jego kolegą nie istnieje żadna głębsza więź. Wtedy też spojrzał na Kagawego, który ciągle był nieprzytomny. Patrzył na jego delikatną, zabandażowaną twarz na przemian ze współczuciem i pogardą. Uczucie współczucia przeważyło jednak gdzieś w głębi jego duszy, co sprawiło, że Tensekiego ogarnęła nagła potrzeba opieki nad potrzebującym pomocy nastolatkiem. Yōkamai położył wtedy dłoń na policzku chłopca i delikatnie go po nim pogładził, po czym się uśmiechnął. Szybko jednak uświadomił sobie, co robi i natychmiast zdjął dłoń z twarzy piętnastolatka, przestał się uśmiechać oraz odwrócił wzrok. Prócz tego skarcił się w myślach, zadając sobie pytania "Co ja właściwie robię? Co się ze mną dzieje?". Właśnie wtedy poobijany młodzieniec powoli otworzył oczy, a ponadto ujrzał nad sobą Tensekiego. Mimo, iż na twarzy dwudziestolatka widniała powaga, w głębi jego morskich oczu widać było pewne wahanie się.



- T-Tenseki?... - jąkał się Kagawe - Gdzie ja jestem?...

- Jesteśmy w mojej sypialni... - odparł Tenseki

- C-co się stało?... - zapytał nastolatek

- Zostałeś pobity i straciłeś przytomność. - odpowiedział Yōkamai. Kagawego wstrząsnęła ta odpowiedź tak bardzo, że przez kolejne dziesięć minut nie mógł z siebie wydusić ani słowa.

poniedziałek, 14 września 2015

#4: 「・ミステリーズと戦い。」 (Tajemnice i bójka.)

- W takim razie rozwiążmy te wszystkie tajemnice! - krzyknął radośnie Kagawe

- Czy ty potrafisz się uspokoić? - spytał Tenseki, patrząc na nastolatka

- Na obecną chwilę nie. - uśmiechnął się chłopiec. Yōkamai westchnął tylko w geście irytacji. Miedzianowłosy Yōkamai spojrzał wtenczas przed siebie.

- On ma rację. - stwierdził - Jeśli Pałac Wojowników kryje coś przed nami, warto byłoby się tego dowiedzieć.

- Nie przesadzaj, Hideki. Mamy inną sprawę do wyjaśnienia, a co gorsza; dotyczy ona ciebie.

- Przestańcie już rozmawiać! Chodźmy lepiej! - zawołał piętnastolatek, łapiąc czarnowłosego Yōkamai za ramię i ciągnąc go ze sobą.



Hideki zaśmiał się i podążył za młodzieńcami. Siedemnastolatek zazwyczaj bywał pogodny, toteż i dzisiaj dopisywał mu humor. Nastolatek wodził oczyma wokół siebie, rozglądając się na krajobraz w jakim przebywał. Częściej jednak zerkał na Kagawego, który go zaimponował swoją energią do działania. Dlatego często, kiedy piętnastolatek na niego spoglądał roześmianymi oczyma, rudowłosy Yōkamai uśmiechał się mimowolnie. Chłopcy przechodzili właśnie przez plac treningowy, kiedy natknęli się na jednego z agresywnych Kiyōkai - Namade - któremu nie spodobało się całe to zamieszanie. Piętnastolatek wystraszył się i chciał uciec, lecz starszy Kiyōkai złapał go za dłoń, nie dając mu uciec.



- Dokąd to? - spytał ze złością

- J-ja tylko idę w stronę p-pewnej sali... - jąkał się Kagawe

- A więc wykonujesz kolejną misję. - Namade uśmiechnął się złowieszczo - Szkoda by było, gdyby nagle ktoś ci ją przerwał, nieprawdaż?



 Tymi słowy złapał piętnastolatka za szyję. Młodzieniec próbował się wyrywać, lecz z każdą sekundą coraz bardziej słabł i coraz gorzej oddychał, aż w pewnym momencie szesnastoletni Kiyōkai rzucił nim o ziemię. Brązowowłosy chłopiec tak mocno w nią uderzył, że ledwo starczało mu sił, aby mógł zaprzeć się rękoma i spróbować wstać. Namade jednak nie skończył swych tortur i z całej siły wdeptał stopą twarz chłopca w beton. Młody Kiyōkai próbował się podnieść, ale jego przeciwnik usiadł mu na plecach i pociągnął jego głowę do tyłu za włosy. Chłopiec cicho jęczał z bólu oraz krwawił, zarówno z nosa jak i z ust. Oponent zaśmiał się tylko, po czym z powrotem wbił twarz chłopca w betonową posadzkę. W tym momencie Tenseki stanął za napastnikiem w obronie Kagawego.



- Zostaw go! - wrzasnął

- Naprawdę chcesz walczyć w obronie tego małego wiercipięty? - zaśmiał się nieprzyjaciel, schodząc z bezsilnego Kagawego i spoglądając na dwudziestolatka

- Wiercipięta czy nie, nadal jest pożytecznym wojownikiem w tym pałacu, a ty śmiesz atakować go tylko dlatego, że na ciebie niechcący wpadł. - powiedział stanowczo dwudziestoletni Yōkamai, wyciągając powoli swoją katanę z pochwy - A teraz walcz lub zejdź mi z oczu.

- Skoro nalegasz. - odparł Namade, uśmiechając się sarkastycznie

- Tenseki, uważaj! - zawołał Hideki, wiedząc, jak silny potrafi być szesnastolatek

- Nic mi nie będzie. - odrzekł Yōkamai, spoglądając chłodnie na wrogiego Kiyōkai



Zaczęła się bójka pomiędzy Namadem a Tensekim. Pierwszy ruszył Yōkamai, kierując swoje znakomite ostrze bokiem do konkurenta, jednakże Kiyōkai zdołał się obronić, unikając miecza odruchem w bok. Dwudziestolatek odwrócił się w stronę nieprzyjaciela i podskoczył z rozbiegu w jego stronę, kierując ostrze katany w dół na oponenta. Młodzieńcy zmierzyli się wzrokiem, po czym Yōkamai zaczął szybko spadać w stronę przeciwnika. Rywal uśmiechnął się i złapał go za kostkę, tym samym obracając wroga o 220 stopni i rzucając go za siebie. Kruczoczarny chłopak odwrócił się twarzą w stronę nieba, by nie upaść swym obliczem na ziemię, po czym mocno uderzył plecami w deptak i przesunął się na nich dosyć spory kawałek. Kiedy próbował wstać, zawistnik biegł w jego stronę, coraz bardziej się zbliżając. Wtedy Tenseki zastosował znany chwyt Kagawego; wykonał szybkie kopnięcie w podbródek rywala z salta w tył, tym samym wstając. Szesnastolatek natychmiast upadł, uderzając tyłem głowy w beton. Yōkamai podszedł do niego, gdy ten chciał wstać, i wyciągnął do niego dłoń, udając chęć pomocy. Naiwny Namade złapał go za rękę i wtedy kruczoczarny młodzieniec pociągnął go za siebie, rzucając nim o około 3 metry w tył. Kiyōkai upadł twarzą prosto w betonową posadzkę, a potem ostatkiem sił odwrócił się brzuchem do góry, dysząc ze zmęczenia. Młodzieniec stanął nad nim i przyłożył mu ostrze katany do szyi.



- B-błagam... nie rób mi krzywdy... - prosił bezsilny i wyczerpany konkurent

- Jeszcze raz dopuścisz się napaści na tego tutaj chłopca, - mówił Tenseki, wskazując ostrzem na piętnastolatka i patrząc chłodnym wzrokiem na rywala - a poznasz imię mojego ostrza i pożałujesz swego haniebnego czynu.

- R-rozumiem... - jęknął szesnastoletni Kiyōkai. Yōkamai poszedł wtedy do Hidekiego, który starał się zająć Kagawem. - "Jeszcze nie raz się spotkamy, Tenseki Shimuro." - pomyślał wrogi Kiyōkai, uśmiechając się złowieszczo.

 ***

 - A więc co mu dolega? - zapytał dwudziestolatek, patrząc na chłopców

- Boję się, Tenseki... - odparł rudowłosy Yōkamai - Chyba stracił przytomność...

- Jak tak oberwał od tamtego smarkacza, to się nie dziwię. - podsumował niebieskooki Yōkamai

- I co teraz z nim zrobimy? - spytał siedemnastolatek. Dorosły wojownik pomyślał przez chwilę.

- Wstawaj. - odpowiedział po dłuższej chwili - Zaniesiemy go do mojej sypialni. Tam go opatrzymy i postaramy się doprowadzić go do stanu pierwotnego.

- Jesteś bardzo dobroduszny, Tenseki. - powiedział Hideki, wstając i powoli podnosząc Kagawego, a następnie przerzucając jego ramię przez siebie

- Żaden ze mnie cudotwórca. - odrzekł czarnowłosy Yōkamai, również przerzucając ramię nieprzytomnego Kiyōkai przez siebie - To tylko jeden z moich obowiązków, nic więcej.



Miedzianowłosy chłopak uśmiechnął się tylko i począł targać bezwładne ciało piętnastoletniego chłopca do sypialni Tensekiego. Wtedy też zaczął rozmyślać o przed chwilą rozegranej bójce i zwycięstwie kolegi-Yōkamai. Od tamtej zaś pory zaczął spoglądać na niego z szacunkiem, nadzieją i pełnym zaufaniem.



- "Któż by się spodziewał, że osoba o tak skamieniałym sercu nagle stanie w obronie kogoś, kogo przez większość czasu nienawidziła." - pomyślał - "Niby zwykła znajomość, a jednak w sytuacjach kryzysowych potrafi zmienić się w największą przyjaźń."

poniedziałek, 7 września 2015

#3: 「捜査 。」 (Śledztwo.) [Część 2]

Nastoletni Kagawe, który nagle doznał siły pod wpływem swej ambicji, wybiegł z sali papierniczej, ciągnąc za sobą niezadowolonego Tensekiego, który tylko przywdziewał swój chłodny wyraz twarzy, jakby nic go nie obchodziło. Dorosły Yōkamai patrzył tylko, jak Młody Kiyōkai ciągnie go w zakątki pałacu, a konkretniej pod salę obrad zwaną "Kyōgi-kai No Yōkamai", dosłownie tłumaczoną jako "Rada Yōkamai". Chłopcy, zatrzymawszy się, czekali na koniec obrad, w których uczestniczyli nie wszyscy wojownicy zaszczyceni najwyższą rangą. Podczas gdy Kagawe skakał radośnie w miejscu, Tenseki wpatrywał się w niego poważnym spojrzeniem, w międzyczasie poprawiając swoje kruczoczarne, krótkie włosy, z grzywką po obu stronach twarzy. Jego oczy wyrażały wtenczas obojętność wobec żywego i wesołego Kiyōkai. Dorosły wojownik nie dawał po sobie tego poznać. Rzadko kiedy okazywał swoje wnętrze wypełnione uczuciami, takimi jak smutek lub zmartwienie, bowiem wątpił aby im obojgu udało się rozwiązać całą tą sprawę w przeciągu niecałych dwóch dni. Po kilku minutach Kagawemu odechciało się skakać, gdyż był zmęczony. Yōkamai zauważywszy, iż nastała nagła cisza, postanowił rozpocząć konwersację.



- Nie chcę być oschły, ale nie mam pojęcia za jakie grzechy sprowadziłeś mnie aż na drugi koniec pałacu. - powiedział Tenseki swoim chłodnym głosem

-Przyprowadziłem cię tu, bo mam w głowie pewny, uzasadniony, świetny plan! - odparł Kagawe krzycząc, po czym znów zaczął skakać z radości

- A mógłbyś mi łaskawie powiedzieć, jaki to jest plan? - zapytał Yōkamai

- Skoro cała sprawa dotyczy Hidekiego, a tylko on tak naprawdę wie czy coś złego zrobił, czy też nie, to dobrym pomysłem byłoby po prostu spytać jego samego o tą całą sytuację. - uśmiechnął się nastolatek, patrząc na swojego starszego towarzysza

- Odnoszę wrażenie, że nigdy w życiu nie uczestniczyłeś w śledztwie takim, jak to. - stwierdził młodzieniec

- Nie, to mój pierwszy raz. Dlatego się tak cieszę! - odrzekł chłopiec, po czym uśmiechnął się szerzej

- To bardzo słaby plan. - westchnął dwudziestolatek. Kagawe przestał wtedy skakać i spojrzał na wojownika z ironią

- I niby powiesz mi, że masz lepszy pomysł! - rzekł oburzony

- Wiesz, możemy go śledzić tu i ówdzie, a wszystko samo wyjdzie na jaw. - odparł Yōkamai, dowiązując swoje morskie kimono, które się poluzowało - Prawdziwi przestępcy nigdy nie przyznają się do swojej winy, dlatego lokalne władze śledzą ich, w ten sposób dowiadując się o całej prawdzie i nie płosząc oponenta. - Nastolatek przez chwilę milczał, po czym spojrzał na towarzysza swoimi wielkimi oczyma

- Jednak MASZ ten lepszy pomysł... - stwierdził z lekkim smutkiem w głosie

- Sam byłem Kiyōkai i wykonywałem podobne zadania na rzecz pałacu, więc mam trochę doświadczenia. - dodał Tenseki, karcąc się w myślach za to, że bynajmniej prowadzi jeszcze konwersację z kimś, kto wydawał mu się niższej inteligencji

- Dobrze, ale jak mamy zdobyć tym sposobem informacje, skoro mamy ledwo dwa dni z hakiem, żeby to zrobić? - zapytał nastolatek, który zaczął dmuchać na swoją grzywkę, która lekko opadała mu na prawe oko

- O tym nie pomyślałem... - westchnął młodzieniec - Cóż, jak już mówiłem, Hideki to mój dobry przyjaciel. Postaram się z nim porozmawiać i wmówić mu do głowy, że chodzi o jego miejsce w tym pałacu.

- Taki był mój plan na początku. - odpowiedział nastolatek. Yōkamai spojrzał na niego z wrogą miną, zaś Kiyōkai uśmiechnął się do niego szeroko.

- Mógłbyś czasami trzymać język za zębami. - rzekł oschle dorosły wojownik

- A ty mógłbyś być trochę milszy. - zasmucił się Kagawe

- Staram się jak mogę, ale im bardziej mnie irytujesz, tym bardziej nie mam zamiaru prowadzić z Tobą tego śledztwa. - odparł młodzieniec, patrząc głęboko w otchłań nieba

- Wielkie dzięki za komplement! - zbulwersował się piętnastolatek, po czym skrzyżował ręce i stał cicho, czekając aż skończą się obrady.



Po upływie pół godziny jeden z Yōkamai uczestniczących na obradach gwałtownie otworzył drzwi, przy czym strzaskał nimi Kagawego. Tenseki uśmiechnął się pod nosem, licząc na to, że nikt nie zauważy. Rozbawiła go sytuacja, w której nielubiana przez niego osoba musiała mierzyć się z bólem. Młody Kiyōkai wtenczas stał nieruchomo, nie do końca wiedząc co się właśnie stało. Prawdopodobnie doznał urazu nosa, gdyż krew spływała mu dość intensywnie. Mimo to, nastolatek nie zwracał uwagi na swoje krwawienie z nosa, lecz oczekiwał Hidekiego, który wyszedł na samym końcu. Ognistowłosy, wysoki siedemnastolatek, cierpiący na różnobarwność tęczówek, z lekkim uśmiechem na twarzy oraz będący przywdzianym w pomarańczowe kimono, zrobił na Kagawem niemałe wrażenie. Kruczoczarny Yōkamai zawołał swojego przyjaciela po imieniu, po czym rudowłosy chłopak spojrzał w stronę chłopców. Kiyōkai tym bardziej poczuł w sercu zachwyt, kiedy ujrzał oczy rzekomego przestępcy. Młodzieniec posiadał bowiem niebieskie prawe oko oraz zielone - lewe. Piętnastolatek stał jeszcze przez chwilę cicho, zafascynowany wyglądem nowego kolegi, po czym dwudziestoletni Yōkamai, patrząc na niego już dłuższy czas, mocno klepnął go w plecy, gdyż owa cisza robiła się z wolna niezręczna.



- Ach, przepraszam! - powiedział Kiyōkai - Zapatrzyłem się...

- Zapatrzyłeś? A myślałem, że zakochałeś. - rzekł sarkastycznie Yōkamai. Nastolatek lekko zawarczał.

-  Przepraszam? - spytał nastoletni Yōkamai - Zdaje mi się, że byłem proszony do rozmowy. - Młody Kagawe słysząc delikatny, poniekąd głęboki głos nowego towarzysza, lekko się zarumienił. Gdyby nie nastoletnie rysy twarzy, Kiyōkai pomyślałby, że siedemnastolatek jest o wiele starszy.

- Owszem, Hideki. Musimy z tobą porozmawiać. - odparł Tenseki

- Dobrze... - powiedział drugi Yōkamai, następnie kierując wzrok na chłopca - Na Cesarza, nic ci nie jest, Kagawe?

- "Skąd on zna moje imię?" - pomyślał młody Kiyōkai, po czym spojrzał uśmiechnięty na kolegę - Nie, wszystko jest w porządku. Dlaczego pytasz?

- Krwawisz z nosa... - zdziwił się chłopak

- Ach, to nic wielkiego. Ktoś niechcący uderzył mnie drzwiami, kiedy wychodził z sali. - uśmiechał się chłopiec, jednak z lekka zaczynał czuć coraz ostrzejszy ból

- Nic mu nie będzie. - stwierdził dorosły Yōkamai

- Zwariowałeś, Tenseki? Trzeba się nim zająć. Może mieć nawet złamany nos! - odezwał się Hideki, stając w obronie nastolatka

- Gdyby miał złamany nos, to krew wypływałaby mu z nosa niczym z naszej fontanny. - odparł chłodnym głosem Yōkamai - Poza tym, nie o tym temacie chcieliśmy z tobą porozmawiać.

- W takim razie o jakim? - zapytał rudowłosy nastolatek

- Twoja funkcja w pałacu jest zagrożona, a my musimy ustalić szczegóły. Cała sprawa ma zostać pomiędzy mną, tobą a... tym tutaj krwawiącym dzieckiem. - rzekł Tenseki. Miedzianowłosy Yōkamai zdał sobie sprawę z tego, na jaką skalę zagrożona jest jego posada. Pomyślał, że jeszcze wiele nie wie o pałacu, niż wiedział do tej pory.

- A więc to pałac ma jakieś tajemnice przed nami... Ciekaw jestem, jak wiele rzeczy pozostaje jeszcze ukrytych głęboko przed umysłami wojowników Yagasai. - westchnął

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#3: 「捜査 。」 (Śledztwo.) [Część 1]

Tuż po dźwięku usłyszanym przez chłopców otwarto drzwi do magazynu, w którym tkwili młodzieńcy. W drzwiach stał Mistrz Fukuhari, który - widząc ową dwójkę tulącą się do siebie - natychmiast zareagował.



- Cóż wy takiego wyrabiacie? - zapytał - Macie natychmiast przestać!

- Oczywiście, Mistrzu. - przytaknęli chłopcy, odłączając się od siebie i kłaniając się w stronę Sensei.

- Chodźcie proszę ze mną. Musimy porozmawiać o waszych nowych obowiązkach. - powiedział Mistrz Fukuhari

- Znowu? - spytał Kagawe, opuszczając magazyn razem z Mistrzem oraz Tensekim

- Owszem, znowu. - odparł Fukuhari-Sensei z ironią w głosie. Chłopcy szli jeszcze kawałek za swoim Mistrzem, po czym przystanęli niedaleko budynku, w którym to urzędował Sensei. - Słuchajcie mnie teraz uważnie, młodzieńcy.

- Słuchamy, Mistrzu. - odrzekli chłopcy

- Tenseki, ty pójdziesz wytłumaczyć młodym Zashiramu, jak nabrać wprawy do ostrzenia broni, tak żeby się nie skaleczyli. Zrozumiałeś dokładnie?

- Tak, Mistrzu. - przytaknął Yōkamai, który w miarę po wypowiedzeniu swoich słów skierował się w kierunku innego budynku

- Ty, Młody Kagawe, pójdziesz do budynku, za którym właśnie stoisz i dokończysz niektóre papiery. Są mi one potrzebne na piątek w tym tygodniu, lecz nie mam zbytnio czasu aby je dokończyć, dlatego powierzam to zadanie tobie. Mam nadzieję, że spiszesz się - jak to mówią - na medal.

- Oczywiście, Mistrzu. Zabieram się do roboty. Czy mogę uprzednio wrócić do swojej sypialni? Muszę coś sprawdzić.

- Jasne, zalecam jednak szybkie uporanie się z problemem. - rzekł Mistrz Fukuhari i odszedł w kierunku placu treningowego



Młody Kiyōkai poszedł do swojej sypialni i rzucił okiem na to, czy nikt nie zagląda w jego stronę. Następnie ostrożnie otworzył małą szafkę, w której trzymał swój pamiętnik, wsunął go delikatnie pod bluzę, a szafkę zamknął na klucz. Nie była to szafeczka wysokiej jakości, ale poniekąd spełniała swoje zadanie. Wtedy Kagawe podniósł się z podłogi i poszedł do sali papierniczej. Wchodząc do środka zauważył, że drzwi mocno skrzypiały i potrzebowały naoliwienia. Ostrożnie je zamknął mimo to i usiadł przy biurku, na którym leżał niedokończony zwój pergaminu. Kagawe złapał za pióro i namoczył je w atramencie. Następnie wziął do ręki papier i zaczął czytać to, co było na nim napisane. Treść tego pisma brzmiała następująco:

***

「Hideki Takoma, jeden z naszych Yōkamai, dopuścił się ostatnio haniebnych czynów, za które powinien zostać ukarany stosowną karą. Jego wybryki odnoszą się do zasad Pałacu Wojowników Yagasai Kiyoki, które konsekwentnie oraz świadomie złamał. Dotyczy to również tajemnic ukrywanych przed radą i samym Mistrzem, co czyni go nielojalnym wobec naszego obowiązku bycia uczciwym, w ten sposób uporczywie go łamiąc. Dlatego też, jako zarządca Pałacu Wojowników, wnoszę o karę...」

***

W tym miejscu zapis się kończył. Młody Kagawe odłożył wtenczas pióro i przyglądał się w pismo na pergaminie. 



- Co takiego tam czytasz? - zapytał młodzieniec, któremu udało się niepostrzeżenie wejść do środka i stanąć za młodym Kiyōkai

- Nie ważne, Tenseki... A właśnie, już skończyłeś? - zapytał zdziwiony Kagawe

- Tak, skończyłem. Takie tłumaczenie to jak wsadzić miecz do pochwy. - odparł Tenseki z sarkazmem w głosie

- Zawsze musisz być taki bezczynny? - spytał znowu nastolatek, używając ironii

- Eh. - westchnął Yōkamai - Mógłbyś się czasem uciszyć i nic nie mówić przez dłuższy okres czasu. To takie przyjemne, kiedy siedzisz cicho.

- Och, też byś się uciszył! - zbulwersował się chłopiec

- Nieważne. - rzekł Tenseki - Masz szczęście, że w ogóle możesz wypełniać jakieś papiery.

- Czemuż to? Zwyczajnie nie można? 

- Normalnie Mistrz prosi o to tylko Yōkamai. - powiedział młodzieniec, patrząc na Kagawego swoim chłodnym wzrokiem - Najwidoczniej Sensei bardzo ci ufa, a nielicznym się to zdarza.

- Dziękuję, że mi to mówisz. - zarumienił się Kiyōkai

- Co nie znaczy, że cię wychwalam. - dodał Tenseki. Kagawe się oburzył. - Pokaż mi te papiery. - Nastolatek przytaknął i oddał starszemu towarzyszowi zwój. Yōkamai popatrzył chwilę, po czym oddał papier chłopcu. - Mam parę uwag.

- Jakich? - zapytał zdenerwowany Kiyōkai

- Hideki Takoma to mój dobry przyjaciel. Znam go od kilku lat i śmiem twierdzić, że wszystko, co tutaj napisano, jest niechybnym kłamstwem. 

- Dobrze, ale jeśli Hideki faktycznie jest bezkarny, po co nasz Mistrz miałby go wyrzucać z Pałacu?

- Tego nie wiem. - stwierdził Tenseki 

- W takim razie sami się tego dowiemy! - orzekł Kagawe, pośpiesznie wstając z krzesła i uderzając dłońmi o biurko

- Nie ma mowy! Nie próbuj mnie w to mieszać, Kagawe! - wrzasnął Yōkamai - Wiesz co się dzieje z tymi, którzy kryją tajemnice przed Pałacem!

- Pomyśl trochę! - odwrzasnął Kiyōkai pełen zapału. Jego wielkie, ciemnobrązowe oczy świeciły jak nigdy dotąd, a jego stanowczy uśmiech jakoby tłumaczył całą ambicję. - Nikt nam przecież nie powie, o co chodzi, bo nikt nic nie wie! A nasz Mistrz tym bardziej nam nie powie i nas jeszcze za to ukara, dlatego musimy działać na własną rękę i sami posprzątać po tym paskudnym bałaganie! 

 - No dobrze... - zastanowił się młodzieniec - A co będę miał z tego, że ci pomogę?

- Moją wierną przyjaźń i zaufanie! - wykrzyczał nastolatek, uderzając dłonią w stół

- Kpisz sobie ze mnie? - Tenseki spojrzał na niego swoim chłodnym wzrokiem

- Dam ci parę tych krówek, których Sensei nie pozwala nam jeść! - uśmiechnął się Kagawe

- Umowa stoi. - pośpieszył się Yōkamai. Nie wiedział jeszcze w co się wpakował. Tymczasem młody Kiyōkai bezzwłocznie zwinął zwój i ukrył go pod bluzą - tam, gdzie trzymał swój pamiętnik.  Podbiegł wtedy do starszego wojownika.

- Nie ma chwili do stracenia! - krzyczał radośnie nastolatek, lekko szarpiąc Tensekiego za ramiona - Mamy czas do piątku rano, gdyż wtedy Mistrz przyjdzie po ten papier, co go schowałem. Dlatego musimy działać szybko i niezauważalnie! 

- Dobrze, ale jak chcesz to zrobić? - zapytał dwudziestolatek, który miał większe doświadczenie w tego typu sprawach

- Mam parę pomysłów, a teraz chodź! Nie zwlekajmy ani sekundy! - odparł wesoło chłopiec, ciągnąc starszego młodzieńca w stronę wyjścia

- "W co ja się wpakowałem..." - pomyślał Tenseki

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

#2: 「すてきな てんせき。」 (Miły Tenseki.)

Młody Kagawe zląkł się i zaczął mocno uderzać pięściami o drzwi. Stałby tak nieustannie, gdyby nie jego starszy kolega-wojownik, który zwrócił mu uwagę.



- Ochłoń, wojowniku. Dobrze wiesz, że takie stanie i uderzanie pięściami w drzwi nic nie zdziała. Jesteśmy tu uwięzieni i tyle.

- Cóż, przynajmniej mam na czym rozładować swoje nieposkromione uczucia, które przyszło mi w sobie tłumić. - odparł niewesoło Kiyōkai.

- Lepiej zacznijmy już sprzątać. - rzekł starszy Yōkamai, sięgając w tym czasie na półkę. - Im szybciej się uwiniemy z naszym nowym obowiązkiem, tym mniej czasu przyjdzie nam spędzić razem.




Kagawe przytaknął, patrząc na starszego kolegę, a następnie zwrócił się w kierunku metalowo-drewnianego stojaka na bronie i kilku małych szafek do przechowywania mniejszych ostrzy. Jego towarzysz wziął się za porządkowanie przeróżnych rzeczy na wielkiej, bukowej półce, pozostałej po 9-tym Sensei. Podczas sięgania jednej z położonych wysoko na półce drobnostek, potknął się o nogę młodego Kiyōkai, stojącego za nim. Kagawe - w związku z sytuacją - zaczął upadać na podłogę, przewracając wszystkie bronie, które wcześniej ułożył. Ratując się przed upadkiem, złapał kawałek kimona, które nosił starszy towarzysz, lecz siła grawitacji przewyższyła oczekiwania chłopca sprawiając, że Tenseki pociągnięty za swoje kimono, upadł na podłogę razem ze swoim kompanem, a półka spadła na podłogę tuż za nimi. Wtedy też starszemu z młodzieńców puściły - dotychczas stalowe - nerwy.




- Patrz, co zrobiłeś, pajacu! - krzyknął Yōkamai, siadając młodszemu koledze na brzuchu i unosząc pięść - Teraz będziemy musieli zacząć wszystko od początku!

- Nie możesz mnie uderzyć! - zawołał Kiyōkai w obawie, że zaraz dojdzie do bójki - Zawołam Mistrza, jeśli to zrobisz!

- Mogę robić co zechcę! - odwrzasnął Tenseki - Jako najwyższa ranga mam prawa równe prawom naszego Mistrza, a teraz ucisz się z łaski swojej! - W tejże chwili z całej siły wymierzył cios przeciwko młodszemu koledze. Niestety chybił, gdyż nastolatek sprytnie odwrócił głowę w drugą stronę. Z bólu zaczął trząść dłonią. - Do diabła...

- Nie używaj wulgaryzmów. - upomniał go Kagawe, spoglądając mu w twarz

- A cóż się niby stanie? - spytał Yōkamai, ponownie formując pięść

- Możesz trafić do piekła. - odparł chłopiec

- Uciszyłbyś się w końcu... - westchnął starszy młodzieniec, powoli wstając z brzucha towarzysza i podając mu rękę - Pomógłbyś mi podnieść tą półkę i wziąłbyś się za sprzątanie tego bałaganu.

- Dobrze, w porządku. Uspokój się.



15-latek złapał starszego kolegę za dłoń i za jego pomocą, wstał. Następnie zaparł się rękoma o półkę wraz z Tensekim i podniósł ją mocnym pchnięciem w stronę ściany. Ku zdziwieniu Kiyōkai, młodzieniec podszedł do stojaka z wywróconymi brońmi i zaczął je układać.



- Co ty takiego wyprawiasz, Tenseki? - spytał lekko zszokowany Kagawe, drapiąc się po głowie

- Skoro już mi pomogłeś, nie zaszkodzi się odwdzięczyć. - odparł chłopak zajęty ustawianiem broni w wyselekcjonowanym porządku. Młodszy Kiyōkai tylko się zaśmiał i przystąpił do porządkowania półki wraz z drobnostkami, które na niej były. Cała ich praca trwała niedługo - zaledwie połowę godziny. Tenseki otrzepał się wtedy z kurzu i kładąc dłoń na głowie spojrzał na nastolatka, który się w niego wpatrywał.

- Na co się tak patrzysz? - zapytał

- Na nic. - Kagawe wzruszył ramionami - Jestem pod wrażeniem twojej pracy.

- Cóż... - Yōkamai się lekko zarumienił - po siedmiu latach bycia Kiyōkai nauczyłem się wprawy.

- Siedmiu? To ile ty masz w zasadzie lat? - zapytał zdziwiony nastolatek, wiedząc, że ranga Kiyōkai trwa w zakresie 3 do 5-ciu lat. Tenseki zamilkł na chwilę.

- Dwadzieścia.* - odparł po dłuższej chwili, krzyżując wtenczas ramiona

- Jesteś dorosły... - stwierdził chłopiec - Co takiego tu robisz przez cały ten długi czas?**

- Mieszkam. - stwierdził Yōkamai trochę smutnym głosem

- To kiedy cię przysłano do pałacu? - zapytał Kagawe, łapiąc się pod boki. Tenseki oparł się dłonią o ścianę. Wiedział już, że młodszy Kiyōkai nie da mu spokoju.

- Nie przysłano mnie tu... Jeden z poprzednich Yōkamai złamał zasadę odnośnie związków. Wdał się w nieczystą relację z młodą kobietą, która zaszła w ciążę po nocy spędzonej kilka tygodni wcześniej z owym Yōkamai. O wszystkim dowiedział się Sensei, który pozwolił tej kobiecie zamieszkać w pałacu do chwili urodzenia. Tuż po tym, jak urodziła, została wygnana z pałacu wraz z Yōkamai, który utracił swoją rangę i dożywotnio stracił kontakt z tym miejscem. Jednak ich dziecko musiało zostać, jako przyszły wojownik Yagasai Kiyoki.

- Niech zgadnę... ty jesteś tym dzieckiem. - Kagawe spojrzał smutnym wzrokiem na towarzysza

- Tak, jestem... - odparł Tenseki z przygnębieniem w głosie

- Nie masz żadnego kontaktu z rodziną? - spytał Kiyōkai

- Nie. Nic o nich nie wiem. - odrzekł Yōkamai, wzruszając ramionami. Spoglądał wtedy w dół swymi jasnoniebieskimi oczyma, tak jakby w połowie nieprzytomnie - niczym skazaniec przykuty łańcuchami do ściany, który milcząc, czekał na własny wyrok w sprawie zdrady, której nie popełnił. Młody Yōkamai czuł się tak, jakby jego istnienie było przestępstwem, a w jego żyłach płynęła brudna od bezprawia krew. Nie mogąc udzielić nastolatkowi większej ilości informacji, zaczął milczeć.

- Tenseki... pokaż oczy... - poprosił Kagawe, który wpatrywał się w kompana ze schyloną w prawo głową. Młodzieniec - niczym na polecenie - spojrzał w jego stronę.




Młody Kiyōkai patrzył w oczy swojego towarzysza, dopowiadając sobie w umyśle uczucia, które mógł teraz odczuwać. Widział, jak Yōkamai coraz bardziej cierpiał na myśl o tym wszystkim, co zdołał opowiedzieć. Aż w końcu mocno zacisnął powieki i zaczął płakać, wydzierając się przy tym z wewnętrznego bólu. Nastolatkowi zrobiło się niewyobrażalnie przykro, tak że podszedł do kolegi, wtulił się w niego i sam zaczął płakać. "Cóż za ironia losu" myślał w głębi duszy. "Niby nieczuły, mądry chłopak, a taki delikatny, kiedy dotrze się do jego wnętrza." Chłopcy płakali tak przez większość czasu, póki nie dał się usłyszeć brzęk kluczy, które otwierały drzwi od magazynu.

===================================================================

A teraz parę informacji:
* - W pałacu wojowników przebywa się do 18-stego roku życia. Po tym okresie zazwyczaj jest się poza pałacem w ramach ochrony miasta, a dodatkowo obecni Yōkamai zostają zwoływani na radę.

** - Yōkamai są zmieniani co 2 lata. Tenseki jest na tyle zasłużonym wojownikiem, że otrzymał tą rangę dożywotnio.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

#1: 「プロローグ。 トレーニング。」 (Prolog, trening.)

「Od czasu do czasu rozmyślam nad tym, co mogą mieć na myśli wojownicy Yagasai Kiyoki. Nie pojmuję ich typu poglądów, którego zwą "Sakasami". Pogląd ten polega na bezwzględnej posłuszności wobec Sensei, który jest wybierany co pół wieku przez wojowników o najwyższej randze. Tradycja wybierania Sensei sięga 500 lat wstecz. Ja zaś przypadam na ucznia 10 już Sensei, imieniem Fukuhari. Mistrz Fukuhari jest osobą w podeszłym wieku, ale o mocnej sile charakteru, która trzyma się surowych zasad. My, wojownicy, również musimy dostosowywać się do reguł stosowanych przez Mistrza. Niestety, jako wojownik o równie silnym charakterze, dosyć często łamię zasadę buntu, ponieważ nie podoba mi się większość decyzji podejmowanych przez Yōkamai. Dlatego też często zostaję ukarany godzinną chłostą przy użyciu pasa wykonanego z wysokiej jakości skóry. Są jednak dni, w których Mistrz lituje się nad moimi wybrykami i rozkazuje mi milczeć w przeciągu reszty dnia, jeśli jednak niechybnie uronię z siebie dźwięk, Sensei zamyka mnie w pokoju zwanym "Yami to Kurushimi". Gra słów związanych z nazwą pokoju dosłownie oznacza "ciemność i cierpienie", co ma związek z odbywaną w tym pomieszczeniu karą, polegającą na 6-cio godzinnym przebywaniu w pomieszczeniu bez żadnej ilości światła i chłoście w 5-ciominutowych odstępach czasu z użyciem metalowego drutu. Wojownik po odbyciu takiej kary, przez resztę dnia zwolniony jest ze swoich obowiązków.

W pałacu istnieje kilka rang wojowników. Najniższa z nich, czyli "Yagatashi-Kamate", odpowiada za asekurację starszych oraz sprzątanie. Potem następuje awans na "Tsagakashi", którzy są uczeni podstawowych i obronnych technik walk, jako że sami nie mogli brać w nich udziału. Następnie, po ukończeniu treningu, wojownik otrzymuje awans na "Zashiramu" i przystępuje do nauki Kung-Fu, jednocześnie otrzymując nowe obowiązki, takie jak ostrzenie broni białej. 3 lata po awansie otrzymuje kolejny awans na rangę "Takeramu", która otrzymuje specjalne zezwolenie na udział w turnieju "Makoto Rakana", a owe zezwolenie zostaje potwierdzone na papierze pieczęcią cesarską, którą trzeba ukazać gospodarzowi turnieju, gdyż w razie przeciwnym zezwolenie zostaje uznane za fałszywe. Wojownik 4-tej rangi sprawujący się dobrze zostaje awansowany na rangę, w której to znajduję się obecnie - "Kiyōkai", która zajmuje się wszystkimi najcięższymi obowiązkami, jakich nie posiadają inne rangi, a za wezwaniem Mistrza - uzupełniają ważne dokumenty odnośnie całego pałacu. Tylko ci, którzy wykazali się niezwykłą cierpliwością i determinacją, otrzymują zasłużone miano "Yōkamai", w konsekwencji stając się wzorem dla młodszych, a jako ranga najwyższa otrzymuje przywilej zasiadania w radzie zwanej "Zeito". Również są zwolnieni ze wszystkich obowiązków, ponieważ ich zadaniem jest walka, dlatego też tak wielu wojowników stara się dostać na najwyższy szczebel tej - jakże paradoksalnie trudnej do przebycia - drabiny.

Skoro już mowa o mojej osobie... Zwę się Kagawe Akatashi oraz jestem 15-stoletnim wojownikiem, lecz... o sobie będę rozpisywał później, gdyż właśnie zaczyna się trening.」


***

Tymi słowami Kagawe zakończył pisanie w swoim pamiętniku, który był dla niego rzeczą niezwykle istotną, ponieważ była to jedyna rzecz z jego rodzinnego domu, jaką posiadał. Podniósł się wtedy z podłogi i ostrożnie schował pamiętnik w małej, drewnianej szafeczce stojącej tuż obok łóżka, oraz ruszył na plac treningowy. Czekał tam na niego inny kolega-wojownik - Tenseki Shimuro - będący zasłużonym Yōkamai. Młody chłopiec stanął przed nim i zmierzył go wzrokiem, podobnie jak jego przeciwnik, który wraz z resztą wojowników czekał na dźwięk gongu rozpoczynającego trening.


-Niech tylko usłyszę gong, a upadniesz szybciej niżelibyś zdążył się obejrzeć. - powiedział Tenseki, jednocześnie ujmując na twarzy sarkastyczny uśmieszek

-Fakt, iż znajdujesz się rangą wyżej, nie czyni dla mnie większego problemu. - odparł Kagawe wraz z równie ironicznym uśmiechem na twarzy.


Wtedy też rozległ się dźwięk gongu. Yōkamai rozpoczął atak prostym uderzeniem z pięści, mimo iż była to słaba technika, gdyż Kiyōkai przewidział to i łapiąc starszego wojownika za ramię, szybkim ruchem powalił go na ziemię - tym samym unikając ataku. Rozdrażniony Tenseki szybko się odwrócił na drugą stronę i spróbował unicestwić towarzysza kopnięciem z salta, jednak i to zostało przewidziane przez obiecującego Kagawego, który złapał rywala za kostkę i popchnął go do przodu. Zdenerwowany Yōkamai pośpiesznie podniósł się z podłogi i chwycił młodszego przeciwnika za dłoń, a pociągając go we własną stronę, kopnął go w piszczele, co skutkowało upadkiem nastolatka. Potem jego starszy towarzysz stanął nad nim, podniósł go za bluzę i puścił z niewielkiej wysokości licząc, że w ten sposób wywoła u niego coś w rodzaju wstrząsu mózgu. Osłabiony nastolatek odwrócił się twarzą do rywala i ponownie zmierzył go wzrokiem, w czasie gdy ten na nim usiadł i łapiąc go po raz kolejny za bluzę, uniósł pięść. Młody Kagawe po kolei unikał silnych ciosów Tensekiego, odwracając głowę w stronę inną niż był przez przeciwnika atakowany. Wtedy też chwycił starszego kolegę za kimono i przysunął go do siebie. Młodzi wojownicy byli niezwykle do siebie zbliżeni i gotowi do ataku, lecz w tym momencie Mistrz zawołał donośnym głosem "Koniec treningu!", jak i rozległ się gong kończący trening. Zmęczeni i ciężko oddychający wojownicy nie mieli jednak zamiaru kończyć walki, gdyż ich agresywne nastawienie ani trochę się nie zmniejszało. Kiyōkai zacisnął pięść i prawie uderzyłby rywala, gdyby nie Fukuhari-Sensei oraz inni wojownicy, którzy wtargnęli pomiędzy chłopców i siłą ich rozdzielili. Obaj przeciwnicy zareagowali donośnym wrzaśnięciem z powodu niezakończonej bójki. Ponieważ nie mogli opanować swoich emocji, zostały im zasłonięte usta.



-Ponieważ zlekceważyliście dźwięk gongu oraz moje zawołanie, za karę traficie do magazynu i posprzątacie go tak, aż będzie lśnił. - stanowczo powiedział Mistrz Fukuhari.

-Ależ Mistrzu! - wyrywał się młody Kagawe

-Nie denerwuj mnie, młody wojowniku. - odparł Fukuhari-Sensei, wskazując swoim stanowczym ramieniem na magazyn.



Wojownicy, którzy pomogli Mistrzowi rozdzielić wojowników, zanieśli ich i wtrącili na wyznaczone miejsce. Krótko po tym dał się usłyszeć brzęk kluczy, które wzmacniały zamknięcie tak, aby ukarani nie mogli się wydostać.