poniedziałek, 14 września 2015

#4: 「・ミステリーズと戦い。」 (Tajemnice i bójka.)

- W takim razie rozwiążmy te wszystkie tajemnice! - krzyknął radośnie Kagawe

- Czy ty potrafisz się uspokoić? - spytał Tenseki, patrząc na nastolatka

- Na obecną chwilę nie. - uśmiechnął się chłopiec. Yōkamai westchnął tylko w geście irytacji. Miedzianowłosy Yōkamai spojrzał wtenczas przed siebie.

- On ma rację. - stwierdził - Jeśli Pałac Wojowników kryje coś przed nami, warto byłoby się tego dowiedzieć.

- Nie przesadzaj, Hideki. Mamy inną sprawę do wyjaśnienia, a co gorsza; dotyczy ona ciebie.

- Przestańcie już rozmawiać! Chodźmy lepiej! - zawołał piętnastolatek, łapiąc czarnowłosego Yōkamai za ramię i ciągnąc go ze sobą.



Hideki zaśmiał się i podążył za młodzieńcami. Siedemnastolatek zazwyczaj bywał pogodny, toteż i dzisiaj dopisywał mu humor. Nastolatek wodził oczyma wokół siebie, rozglądając się na krajobraz w jakim przebywał. Częściej jednak zerkał na Kagawego, który go zaimponował swoją energią do działania. Dlatego często, kiedy piętnastolatek na niego spoglądał roześmianymi oczyma, rudowłosy Yōkamai uśmiechał się mimowolnie. Chłopcy przechodzili właśnie przez plac treningowy, kiedy natknęli się na jednego z agresywnych Kiyōkai - Namade - któremu nie spodobało się całe to zamieszanie. Piętnastolatek wystraszył się i chciał uciec, lecz starszy Kiyōkai złapał go za dłoń, nie dając mu uciec.



- Dokąd to? - spytał ze złością

- J-ja tylko idę w stronę p-pewnej sali... - jąkał się Kagawe

- A więc wykonujesz kolejną misję. - Namade uśmiechnął się złowieszczo - Szkoda by było, gdyby nagle ktoś ci ją przerwał, nieprawdaż?



 Tymi słowy złapał piętnastolatka za szyję. Młodzieniec próbował się wyrywać, lecz z każdą sekundą coraz bardziej słabł i coraz gorzej oddychał, aż w pewnym momencie szesnastoletni Kiyōkai rzucił nim o ziemię. Brązowowłosy chłopiec tak mocno w nią uderzył, że ledwo starczało mu sił, aby mógł zaprzeć się rękoma i spróbować wstać. Namade jednak nie skończył swych tortur i z całej siły wdeptał stopą twarz chłopca w beton. Młody Kiyōkai próbował się podnieść, ale jego przeciwnik usiadł mu na plecach i pociągnął jego głowę do tyłu za włosy. Chłopiec cicho jęczał z bólu oraz krwawił, zarówno z nosa jak i z ust. Oponent zaśmiał się tylko, po czym z powrotem wbił twarz chłopca w betonową posadzkę. W tym momencie Tenseki stanął za napastnikiem w obronie Kagawego.



- Zostaw go! - wrzasnął

- Naprawdę chcesz walczyć w obronie tego małego wiercipięty? - zaśmiał się nieprzyjaciel, schodząc z bezsilnego Kagawego i spoglądając na dwudziestolatka

- Wiercipięta czy nie, nadal jest pożytecznym wojownikiem w tym pałacu, a ty śmiesz atakować go tylko dlatego, że na ciebie niechcący wpadł. - powiedział stanowczo dwudziestoletni Yōkamai, wyciągając powoli swoją katanę z pochwy - A teraz walcz lub zejdź mi z oczu.

- Skoro nalegasz. - odparł Namade, uśmiechając się sarkastycznie

- Tenseki, uważaj! - zawołał Hideki, wiedząc, jak silny potrafi być szesnastolatek

- Nic mi nie będzie. - odrzekł Yōkamai, spoglądając chłodnie na wrogiego Kiyōkai



Zaczęła się bójka pomiędzy Namadem a Tensekim. Pierwszy ruszył Yōkamai, kierując swoje znakomite ostrze bokiem do konkurenta, jednakże Kiyōkai zdołał się obronić, unikając miecza odruchem w bok. Dwudziestolatek odwrócił się w stronę nieprzyjaciela i podskoczył z rozbiegu w jego stronę, kierując ostrze katany w dół na oponenta. Młodzieńcy zmierzyli się wzrokiem, po czym Yōkamai zaczął szybko spadać w stronę przeciwnika. Rywal uśmiechnął się i złapał go za kostkę, tym samym obracając wroga o 220 stopni i rzucając go za siebie. Kruczoczarny chłopak odwrócił się twarzą w stronę nieba, by nie upaść swym obliczem na ziemię, po czym mocno uderzył plecami w deptak i przesunął się na nich dosyć spory kawałek. Kiedy próbował wstać, zawistnik biegł w jego stronę, coraz bardziej się zbliżając. Wtedy Tenseki zastosował znany chwyt Kagawego; wykonał szybkie kopnięcie w podbródek rywala z salta w tył, tym samym wstając. Szesnastolatek natychmiast upadł, uderzając tyłem głowy w beton. Yōkamai podszedł do niego, gdy ten chciał wstać, i wyciągnął do niego dłoń, udając chęć pomocy. Naiwny Namade złapał go za rękę i wtedy kruczoczarny młodzieniec pociągnął go za siebie, rzucając nim o około 3 metry w tył. Kiyōkai upadł twarzą prosto w betonową posadzkę, a potem ostatkiem sił odwrócił się brzuchem do góry, dysząc ze zmęczenia. Młodzieniec stanął nad nim i przyłożył mu ostrze katany do szyi.



- B-błagam... nie rób mi krzywdy... - prosił bezsilny i wyczerpany konkurent

- Jeszcze raz dopuścisz się napaści na tego tutaj chłopca, - mówił Tenseki, wskazując ostrzem na piętnastolatka i patrząc chłodnym wzrokiem na rywala - a poznasz imię mojego ostrza i pożałujesz swego haniebnego czynu.

- R-rozumiem... - jęknął szesnastoletni Kiyōkai. Yōkamai poszedł wtedy do Hidekiego, który starał się zająć Kagawem. - "Jeszcze nie raz się spotkamy, Tenseki Shimuro." - pomyślał wrogi Kiyōkai, uśmiechając się złowieszczo.

 ***

 - A więc co mu dolega? - zapytał dwudziestolatek, patrząc na chłopców

- Boję się, Tenseki... - odparł rudowłosy Yōkamai - Chyba stracił przytomność...

- Jak tak oberwał od tamtego smarkacza, to się nie dziwię. - podsumował niebieskooki Yōkamai

- I co teraz z nim zrobimy? - spytał siedemnastolatek. Dorosły wojownik pomyślał przez chwilę.

- Wstawaj. - odpowiedział po dłuższej chwili - Zaniesiemy go do mojej sypialni. Tam go opatrzymy i postaramy się doprowadzić go do stanu pierwotnego.

- Jesteś bardzo dobroduszny, Tenseki. - powiedział Hideki, wstając i powoli podnosząc Kagawego, a następnie przerzucając jego ramię przez siebie

- Żaden ze mnie cudotwórca. - odrzekł czarnowłosy Yōkamai, również przerzucając ramię nieprzytomnego Kiyōkai przez siebie - To tylko jeden z moich obowiązków, nic więcej.



Miedzianowłosy chłopak uśmiechnął się tylko i począł targać bezwładne ciało piętnastoletniego chłopca do sypialni Tensekiego. Wtedy też zaczął rozmyślać o przed chwilą rozegranej bójce i zwycięstwie kolegi-Yōkamai. Od tamtej zaś pory zaczął spoglądać na niego z szacunkiem, nadzieją i pełnym zaufaniem.



- "Któż by się spodziewał, że osoba o tak skamieniałym sercu nagle stanie w obronie kogoś, kogo przez większość czasu nienawidziła." - pomyślał - "Niby zwykła znajomość, a jednak w sytuacjach kryzysowych potrafi zmienić się w największą przyjaźń."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz