Nastoletni Kagawe, który nagle doznał siły pod wpływem swej ambicji, wybiegł z sali papierniczej, ciągnąc za sobą niezadowolonego Tensekiego, który tylko przywdziewał swój chłodny wyraz twarzy, jakby nic go nie obchodziło. Dorosły Yōkamai patrzył tylko, jak Młody Kiyōkai ciągnie go w zakątki pałacu, a konkretniej pod salę obrad zwaną "Kyōgi-kai No Yōkamai", dosłownie tłumaczoną jako "Rada Yōkamai". Chłopcy, zatrzymawszy się, czekali na koniec obrad, w których uczestniczyli nie wszyscy wojownicy zaszczyceni najwyższą rangą. Podczas gdy Kagawe skakał radośnie w miejscu, Tenseki wpatrywał się w niego poważnym spojrzeniem, w międzyczasie poprawiając swoje kruczoczarne, krótkie włosy, z grzywką po obu stronach twarzy. Jego oczy wyrażały wtenczas obojętność wobec żywego i wesołego Kiyōkai. Dorosły wojownik nie dawał po sobie tego poznać. Rzadko kiedy okazywał swoje wnętrze wypełnione uczuciami, takimi jak smutek lub zmartwienie, bowiem wątpił aby im obojgu udało się rozwiązać całą tą sprawę w przeciągu niecałych dwóch dni. Po kilku minutach Kagawemu odechciało się skakać, gdyż był zmęczony. Yōkamai zauważywszy, iż nastała nagła cisza, postanowił rozpocząć konwersację.
- Nie chcę być oschły, ale nie mam pojęcia za jakie grzechy sprowadziłeś mnie aż na drugi koniec pałacu. - powiedział Tenseki swoim chłodnym głosem
-Przyprowadziłem cię tu, bo mam w głowie pewny, uzasadniony, świetny plan! - odparł Kagawe krzycząc, po czym znów zaczął skakać z radości
- A mógłbyś mi łaskawie powiedzieć, jaki to jest plan? - zapytał Yōkamai
- Skoro cała sprawa dotyczy Hidekiego, a tylko on tak naprawdę wie czy coś złego zrobił, czy też nie, to dobrym pomysłem byłoby po prostu spytać jego samego o tą całą sytuację. - uśmiechnął się nastolatek, patrząc na swojego starszego towarzysza
- Odnoszę wrażenie, że nigdy w życiu nie uczestniczyłeś w śledztwie takim, jak to. - stwierdził młodzieniec
- Nie, to mój pierwszy raz. Dlatego się tak cieszę! - odrzekł chłopiec, po czym uśmiechnął się szerzej
- To bardzo słaby plan. - westchnął dwudziestolatek. Kagawe przestał wtedy skakać i spojrzał na wojownika z ironią
- I niby powiesz mi, że masz lepszy pomysł! - rzekł oburzony
- Wiesz, możemy go śledzić tu i ówdzie, a wszystko samo wyjdzie na jaw. - odparł Yōkamai, dowiązując swoje morskie kimono, które się poluzowało - Prawdziwi przestępcy nigdy nie przyznają się do swojej winy, dlatego lokalne władze śledzą ich, w ten sposób dowiadując się o całej prawdzie i nie płosząc oponenta. - Nastolatek przez chwilę milczał, po czym spojrzał na towarzysza swoimi wielkimi oczyma
- Jednak MASZ ten lepszy pomysł... - stwierdził z lekkim smutkiem w głosie
- Sam byłem Kiyōkai i wykonywałem podobne zadania na rzecz pałacu, więc mam trochę doświadczenia. - dodał Tenseki, karcąc się w myślach za to, że bynajmniej prowadzi jeszcze konwersację z kimś, kto wydawał mu się niższej inteligencji
- Dobrze, ale jak mamy zdobyć tym sposobem informacje, skoro mamy ledwo dwa dni z hakiem, żeby to zrobić? - zapytał nastolatek, który zaczął dmuchać na swoją grzywkę, która lekko opadała mu na prawe oko
- O tym nie pomyślałem... - westchnął młodzieniec - Cóż, jak już mówiłem, Hideki to mój dobry przyjaciel. Postaram się z nim porozmawiać i wmówić mu do głowy, że chodzi o jego miejsce w tym pałacu.
- Taki był mój plan na początku. - odpowiedział nastolatek. Yōkamai spojrzał na niego z wrogą miną, zaś Kiyōkai uśmiechnął się do niego szeroko.
- Mógłbyś czasami trzymać język za zębami. - rzekł oschle dorosły wojownik
- A ty mógłbyś być trochę milszy. - zasmucił się Kagawe
- Staram się jak mogę, ale im bardziej mnie irytujesz, tym bardziej nie mam zamiaru prowadzić z Tobą tego śledztwa. - odparł młodzieniec, patrząc głęboko w otchłań nieba
- Wielkie dzięki za komplement! - zbulwersował się piętnastolatek, po czym skrzyżował ręce i stał cicho, czekając aż skończą się obrady.
Po upływie pół godziny jeden z Yōkamai uczestniczących na obradach gwałtownie otworzył drzwi, przy czym strzaskał nimi Kagawego. Tenseki uśmiechnął się pod nosem, licząc na to, że nikt nie zauważy. Rozbawiła go sytuacja, w której nielubiana przez niego osoba musiała mierzyć się z bólem. Młody Kiyōkai wtenczas stał nieruchomo, nie do końca wiedząc co się właśnie stało. Prawdopodobnie doznał urazu nosa, gdyż krew spływała mu dość intensywnie. Mimo to, nastolatek nie zwracał uwagi na swoje krwawienie z nosa, lecz oczekiwał Hidekiego, który wyszedł na samym końcu. Ognistowłosy, wysoki siedemnastolatek, cierpiący na różnobarwność tęczówek, z lekkim uśmiechem na twarzy oraz będący przywdzianym w pomarańczowe kimono, zrobił na Kagawem niemałe wrażenie. Kruczoczarny Yōkamai zawołał swojego przyjaciela po imieniu, po czym rudowłosy chłopak spojrzał w stronę chłopców. Kiyōkai tym bardziej poczuł w sercu zachwyt, kiedy ujrzał oczy rzekomego przestępcy. Młodzieniec posiadał bowiem niebieskie prawe oko oraz zielone - lewe. Piętnastolatek stał jeszcze przez chwilę cicho, zafascynowany wyglądem nowego kolegi, po czym dwudziestoletni Yōkamai, patrząc na niego już dłuższy czas, mocno klepnął go w plecy, gdyż owa cisza robiła się z wolna niezręczna.
- Ach, przepraszam! - powiedział Kiyōkai - Zapatrzyłem się...
- Zapatrzyłeś? A myślałem, że zakochałeś. - rzekł sarkastycznie Yōkamai. Nastolatek lekko zawarczał.
- Przepraszam? - spytał nastoletni Yōkamai - Zdaje mi się, że byłem proszony do rozmowy. - Młody Kagawe słysząc delikatny, poniekąd głęboki głos nowego towarzysza, lekko się zarumienił. Gdyby nie nastoletnie rysy twarzy, Kiyōkai pomyślałby, że siedemnastolatek jest o wiele starszy.
- Owszem, Hideki. Musimy z tobą porozmawiać. - odparł Tenseki
- Dobrze... - powiedział drugi Yōkamai, następnie kierując wzrok na chłopca - Na Cesarza, nic ci nie jest, Kagawe?
- "Skąd on zna moje imię?" - pomyślał młody Kiyōkai, po czym spojrzał uśmiechnięty na kolegę - Nie, wszystko jest w porządku. Dlaczego pytasz?
- Krwawisz z nosa... - zdziwił się chłopak
- Ach, to nic wielkiego. Ktoś niechcący uderzył mnie drzwiami, kiedy wychodził z sali. - uśmiechał się chłopiec, jednak z lekka zaczynał czuć coraz ostrzejszy ból
- Nic mu nie będzie. - stwierdził dorosły Yōkamai
- Zwariowałeś, Tenseki? Trzeba się nim zająć. Może mieć nawet złamany nos! - odezwał się Hideki, stając w obronie nastolatka
- Gdyby miał złamany nos, to krew wypływałaby mu z nosa niczym z naszej fontanny. - odparł chłodnym głosem Yōkamai - Poza tym, nie o tym temacie chcieliśmy z tobą porozmawiać.
- W takim razie o jakim? - zapytał rudowłosy nastolatek
- Twoja funkcja w pałacu jest zagrożona, a my musimy ustalić szczegóły. Cała sprawa ma zostać pomiędzy mną, tobą a... tym tutaj krwawiącym dzieckiem. - rzekł Tenseki. Miedzianowłosy Yōkamai zdał sobie sprawę z tego, na jaką skalę zagrożona jest jego posada. Pomyślał, że jeszcze wiele nie wie o pałacu, niż wiedział do tej pory.
- A więc to pałac ma jakieś tajemnice przed nami... Ciekaw jestem, jak wiele rzeczy pozostaje jeszcze ukrytych głęboko przed umysłami wojowników Yagasai. - westchnął
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz