wtorek, 22 września 2015

#5: 「 介護 と の口論。」 (Opieka i kłótnia.)

Młodzieńcy dotarli już na miejsce. Tenseki ostrożnie otworzył drzwi, po czym zamknął je, gdy wszyscy weszli do środka. Następnie, wraz z Hidekim, położył nieprzytomnego oraz krwawiącego Kagawego na łóżku i usiadł przy nim. Wtedy spojrzał na twarz brązowowłosego nastolatka. Z otwartej rany na jego policzku spływał mały lecz obfity strumień krwi, tak samo i z czoła chłopca. Młody Kiyōkai był ponadto posiniaczony oraz miał złamany nos, który trzeba było nastawić. Dorosłemu Yōkamai zrobiło się w duchu żal chłopca, jednak próbował nie dopuszczać do siebie tej myśli, twierdząc, iż nie powinien tak myśleć o "zwykłym, niedoświadczonym chłopaku".  Dlatego też skierował wzrok ku Hidekiemu.



- Przynieś mi trochę wody, jakieś czyste szmaty i parę bandaży. - powiedział

- Dobrze, za chwile będą gotowe. - odparł siedemnastolatek i poszedł po owe rzeczy. Po kilku minutach wrócił z nimi i postawił je przy Tensekim.

- Podnieś go trochę. Muszę obmyć mu twarz z krwi. - rzekł Yōkamai



Nastoletni Yōkamai usiadł na łóżku w pobliżu Kiyōkai, a następnie wziął go pod pachy i lekko podniósł. Wtedy czarnowłosy młodzieniec wziął kawałek szmatki oraz nawilżył ją. Wilgotny materiał przyłożył do twarzy nieprzytomnego młodzieńca i zaczął zmywać wciąż spływającą krew z jego twarzy. Następnie namoczył dwa inne kawałki materiału oraz przyłożył je do ran, owijając potem bandażem. Wówczas delikatnie ujął przestawioną kość nosową chłopca i nastawił ją, wkładając potem dwie inne części materiału w jego nozdrza, a w ten sposób usztywniając całość. Na samym końcu owinął nastolatka bandażem wokół nosa.



- Możesz go położyć z powrotem. Teraz musi odpoczywać. - oznajmił niebieskooki Yōkamai

- Tenseki, przecież on się udusi... - jęknął miedzianowłosy młodzieniec

- Zaraz się obudzi... - odrzekł niezadowolony mężczyzna - Poczułem to w dłoniach, kiedy opatrywałem jego nos...

- Jak myślisz, wszystko będzie z nim dobrze? - zapytał Hideki

- Wszystko będzie w porządku, Hideki. Obrażenia, których doznał, nie są wcale takie ciężkie. Myślę, że za dwa tygodnie znów będzie mógł poprawnie funkcjonować. - odparł Tenseki

- Och, rozumiem... - westchnął siedemnastolatek - Muszę przyznać, iż jestem pod wrażeniem.

- Jakim znowuż wrażeniem? - podpytał starszy Yōkamai

- Uratowałeś Kagawego, mimo że go nie lubisz. To szlachetny czyn. - powiedział nastolatek

- Już tam zaraz szlachetny. - bąknął dwudziestolatek, po czym spuścił głowę - Wykonałem to, co uważałem za słuszne. Ochroniłem go, bo nie chciałem, by stała mu się większa krzywda. Zrobiłem to, bo taki jest mój obowiązek. Mam chronić słabszych, a nie zostawiać ich na pastwę losu.

- Naprawdę sądzisz, że to zwykła wola obowiązku popchnęła cię do tak bohaterskiego czynu? Co, jeśli leży w tym głębszy sens?

- Głębszy sens? - burknął młodzieniec, znów kierując wzrok na przyjaciela - O czym ty mówisz, Hideki?

- Co, jeśli czujesz do niego coś więcej niż tylko koleżeńskość? Co, jeśli tak naprawdę jest między wami pewna więź, której nie jesteś sam w stanie określić? - snuł ognistowłosy chłopak

- Odszczekaj te słowa, Hideki! Między mną a Kagawem nie ma niczego innego oprócz zwyczajnej znajomości! - oburzył się mężczyzna, wtenczas wstając

- Zastanów się, Tenseki. Między wami jest coś, czego sam nie potrafisz nazwać. Wiesz o tym, ale nie chcesz dopuścić do siebie tej myśli, prawda?

- Masz natychmiast przestać! - krzyczał starszy Yōkamai

- Przemyśl to. - rzekł młodszy Yōkamai podczas, gdy wstawał - Z tego może się zrodzić przyjaźń na wieki. Coś, czego i ja nie jestem w stanie ci wytłumaczyć.



Po tych słowach Hideki wyszedł z sypialni Tensekiego i poszedł na salę treningową. Sam Tenseki wtenczas usiadł na łóżku i złapał się za głowę, która bolała go od całego zamieszania. Siedział w ciszy, próbując myśleć o słowach Hidekiego, lecz ilekroć to robił, zaciskał pięść i szybko odsuwał od siebie ową myśl, karcąc się własnymi przekonaniami, że między nim a jego kolegą nie istnieje żadna głębsza więź. Wtedy też spojrzał na Kagawego, który ciągle był nieprzytomny. Patrzył na jego delikatną, zabandażowaną twarz na przemian ze współczuciem i pogardą. Uczucie współczucia przeważyło jednak gdzieś w głębi jego duszy, co sprawiło, że Tensekiego ogarnęła nagła potrzeba opieki nad potrzebującym pomocy nastolatkiem. Yōkamai położył wtedy dłoń na policzku chłopca i delikatnie go po nim pogładził, po czym się uśmiechnął. Szybko jednak uświadomił sobie, co robi i natychmiast zdjął dłoń z twarzy piętnastolatka, przestał się uśmiechać oraz odwrócił wzrok. Prócz tego skarcił się w myślach, zadając sobie pytania "Co ja właściwie robię? Co się ze mną dzieje?". Właśnie wtedy poobijany młodzieniec powoli otworzył oczy, a ponadto ujrzał nad sobą Tensekiego. Mimo, iż na twarzy dwudziestolatka widniała powaga, w głębi jego morskich oczu widać było pewne wahanie się.



- T-Tenseki?... - jąkał się Kagawe - Gdzie ja jestem?...

- Jesteśmy w mojej sypialni... - odparł Tenseki

- C-co się stało?... - zapytał nastolatek

- Zostałeś pobity i straciłeś przytomność. - odpowiedział Yōkamai. Kagawego wstrząsnęła ta odpowiedź tak bardzo, że przez kolejne dziesięć minut nie mógł z siebie wydusić ani słowa.

poniedziałek, 14 września 2015

#4: 「・ミステリーズと戦い。」 (Tajemnice i bójka.)

- W takim razie rozwiążmy te wszystkie tajemnice! - krzyknął radośnie Kagawe

- Czy ty potrafisz się uspokoić? - spytał Tenseki, patrząc na nastolatka

- Na obecną chwilę nie. - uśmiechnął się chłopiec. Yōkamai westchnął tylko w geście irytacji. Miedzianowłosy Yōkamai spojrzał wtenczas przed siebie.

- On ma rację. - stwierdził - Jeśli Pałac Wojowników kryje coś przed nami, warto byłoby się tego dowiedzieć.

- Nie przesadzaj, Hideki. Mamy inną sprawę do wyjaśnienia, a co gorsza; dotyczy ona ciebie.

- Przestańcie już rozmawiać! Chodźmy lepiej! - zawołał piętnastolatek, łapiąc czarnowłosego Yōkamai za ramię i ciągnąc go ze sobą.



Hideki zaśmiał się i podążył za młodzieńcami. Siedemnastolatek zazwyczaj bywał pogodny, toteż i dzisiaj dopisywał mu humor. Nastolatek wodził oczyma wokół siebie, rozglądając się na krajobraz w jakim przebywał. Częściej jednak zerkał na Kagawego, który go zaimponował swoją energią do działania. Dlatego często, kiedy piętnastolatek na niego spoglądał roześmianymi oczyma, rudowłosy Yōkamai uśmiechał się mimowolnie. Chłopcy przechodzili właśnie przez plac treningowy, kiedy natknęli się na jednego z agresywnych Kiyōkai - Namade - któremu nie spodobało się całe to zamieszanie. Piętnastolatek wystraszył się i chciał uciec, lecz starszy Kiyōkai złapał go za dłoń, nie dając mu uciec.



- Dokąd to? - spytał ze złością

- J-ja tylko idę w stronę p-pewnej sali... - jąkał się Kagawe

- A więc wykonujesz kolejną misję. - Namade uśmiechnął się złowieszczo - Szkoda by było, gdyby nagle ktoś ci ją przerwał, nieprawdaż?



 Tymi słowy złapał piętnastolatka za szyję. Młodzieniec próbował się wyrywać, lecz z każdą sekundą coraz bardziej słabł i coraz gorzej oddychał, aż w pewnym momencie szesnastoletni Kiyōkai rzucił nim o ziemię. Brązowowłosy chłopiec tak mocno w nią uderzył, że ledwo starczało mu sił, aby mógł zaprzeć się rękoma i spróbować wstać. Namade jednak nie skończył swych tortur i z całej siły wdeptał stopą twarz chłopca w beton. Młody Kiyōkai próbował się podnieść, ale jego przeciwnik usiadł mu na plecach i pociągnął jego głowę do tyłu za włosy. Chłopiec cicho jęczał z bólu oraz krwawił, zarówno z nosa jak i z ust. Oponent zaśmiał się tylko, po czym z powrotem wbił twarz chłopca w betonową posadzkę. W tym momencie Tenseki stanął za napastnikiem w obronie Kagawego.



- Zostaw go! - wrzasnął

- Naprawdę chcesz walczyć w obronie tego małego wiercipięty? - zaśmiał się nieprzyjaciel, schodząc z bezsilnego Kagawego i spoglądając na dwudziestolatka

- Wiercipięta czy nie, nadal jest pożytecznym wojownikiem w tym pałacu, a ty śmiesz atakować go tylko dlatego, że na ciebie niechcący wpadł. - powiedział stanowczo dwudziestoletni Yōkamai, wyciągając powoli swoją katanę z pochwy - A teraz walcz lub zejdź mi z oczu.

- Skoro nalegasz. - odparł Namade, uśmiechając się sarkastycznie

- Tenseki, uważaj! - zawołał Hideki, wiedząc, jak silny potrafi być szesnastolatek

- Nic mi nie będzie. - odrzekł Yōkamai, spoglądając chłodnie na wrogiego Kiyōkai



Zaczęła się bójka pomiędzy Namadem a Tensekim. Pierwszy ruszył Yōkamai, kierując swoje znakomite ostrze bokiem do konkurenta, jednakże Kiyōkai zdołał się obronić, unikając miecza odruchem w bok. Dwudziestolatek odwrócił się w stronę nieprzyjaciela i podskoczył z rozbiegu w jego stronę, kierując ostrze katany w dół na oponenta. Młodzieńcy zmierzyli się wzrokiem, po czym Yōkamai zaczął szybko spadać w stronę przeciwnika. Rywal uśmiechnął się i złapał go za kostkę, tym samym obracając wroga o 220 stopni i rzucając go za siebie. Kruczoczarny chłopak odwrócił się twarzą w stronę nieba, by nie upaść swym obliczem na ziemię, po czym mocno uderzył plecami w deptak i przesunął się na nich dosyć spory kawałek. Kiedy próbował wstać, zawistnik biegł w jego stronę, coraz bardziej się zbliżając. Wtedy Tenseki zastosował znany chwyt Kagawego; wykonał szybkie kopnięcie w podbródek rywala z salta w tył, tym samym wstając. Szesnastolatek natychmiast upadł, uderzając tyłem głowy w beton. Yōkamai podszedł do niego, gdy ten chciał wstać, i wyciągnął do niego dłoń, udając chęć pomocy. Naiwny Namade złapał go za rękę i wtedy kruczoczarny młodzieniec pociągnął go za siebie, rzucając nim o około 3 metry w tył. Kiyōkai upadł twarzą prosto w betonową posadzkę, a potem ostatkiem sił odwrócił się brzuchem do góry, dysząc ze zmęczenia. Młodzieniec stanął nad nim i przyłożył mu ostrze katany do szyi.



- B-błagam... nie rób mi krzywdy... - prosił bezsilny i wyczerpany konkurent

- Jeszcze raz dopuścisz się napaści na tego tutaj chłopca, - mówił Tenseki, wskazując ostrzem na piętnastolatka i patrząc chłodnym wzrokiem na rywala - a poznasz imię mojego ostrza i pożałujesz swego haniebnego czynu.

- R-rozumiem... - jęknął szesnastoletni Kiyōkai. Yōkamai poszedł wtedy do Hidekiego, który starał się zająć Kagawem. - "Jeszcze nie raz się spotkamy, Tenseki Shimuro." - pomyślał wrogi Kiyōkai, uśmiechając się złowieszczo.

 ***

 - A więc co mu dolega? - zapytał dwudziestolatek, patrząc na chłopców

- Boję się, Tenseki... - odparł rudowłosy Yōkamai - Chyba stracił przytomność...

- Jak tak oberwał od tamtego smarkacza, to się nie dziwię. - podsumował niebieskooki Yōkamai

- I co teraz z nim zrobimy? - spytał siedemnastolatek. Dorosły wojownik pomyślał przez chwilę.

- Wstawaj. - odpowiedział po dłuższej chwili - Zaniesiemy go do mojej sypialni. Tam go opatrzymy i postaramy się doprowadzić go do stanu pierwotnego.

- Jesteś bardzo dobroduszny, Tenseki. - powiedział Hideki, wstając i powoli podnosząc Kagawego, a następnie przerzucając jego ramię przez siebie

- Żaden ze mnie cudotwórca. - odrzekł czarnowłosy Yōkamai, również przerzucając ramię nieprzytomnego Kiyōkai przez siebie - To tylko jeden z moich obowiązków, nic więcej.



Miedzianowłosy chłopak uśmiechnął się tylko i począł targać bezwładne ciało piętnastoletniego chłopca do sypialni Tensekiego. Wtedy też zaczął rozmyślać o przed chwilą rozegranej bójce i zwycięstwie kolegi-Yōkamai. Od tamtej zaś pory zaczął spoglądać na niego z szacunkiem, nadzieją i pełnym zaufaniem.



- "Któż by się spodziewał, że osoba o tak skamieniałym sercu nagle stanie w obronie kogoś, kogo przez większość czasu nienawidziła." - pomyślał - "Niby zwykła znajomość, a jednak w sytuacjach kryzysowych potrafi zmienić się w największą przyjaźń."

poniedziałek, 7 września 2015

#3: 「捜査 。」 (Śledztwo.) [Część 2]

Nastoletni Kagawe, który nagle doznał siły pod wpływem swej ambicji, wybiegł z sali papierniczej, ciągnąc za sobą niezadowolonego Tensekiego, który tylko przywdziewał swój chłodny wyraz twarzy, jakby nic go nie obchodziło. Dorosły Yōkamai patrzył tylko, jak Młody Kiyōkai ciągnie go w zakątki pałacu, a konkretniej pod salę obrad zwaną "Kyōgi-kai No Yōkamai", dosłownie tłumaczoną jako "Rada Yōkamai". Chłopcy, zatrzymawszy się, czekali na koniec obrad, w których uczestniczyli nie wszyscy wojownicy zaszczyceni najwyższą rangą. Podczas gdy Kagawe skakał radośnie w miejscu, Tenseki wpatrywał się w niego poważnym spojrzeniem, w międzyczasie poprawiając swoje kruczoczarne, krótkie włosy, z grzywką po obu stronach twarzy. Jego oczy wyrażały wtenczas obojętność wobec żywego i wesołego Kiyōkai. Dorosły wojownik nie dawał po sobie tego poznać. Rzadko kiedy okazywał swoje wnętrze wypełnione uczuciami, takimi jak smutek lub zmartwienie, bowiem wątpił aby im obojgu udało się rozwiązać całą tą sprawę w przeciągu niecałych dwóch dni. Po kilku minutach Kagawemu odechciało się skakać, gdyż był zmęczony. Yōkamai zauważywszy, iż nastała nagła cisza, postanowił rozpocząć konwersację.



- Nie chcę być oschły, ale nie mam pojęcia za jakie grzechy sprowadziłeś mnie aż na drugi koniec pałacu. - powiedział Tenseki swoim chłodnym głosem

-Przyprowadziłem cię tu, bo mam w głowie pewny, uzasadniony, świetny plan! - odparł Kagawe krzycząc, po czym znów zaczął skakać z radości

- A mógłbyś mi łaskawie powiedzieć, jaki to jest plan? - zapytał Yōkamai

- Skoro cała sprawa dotyczy Hidekiego, a tylko on tak naprawdę wie czy coś złego zrobił, czy też nie, to dobrym pomysłem byłoby po prostu spytać jego samego o tą całą sytuację. - uśmiechnął się nastolatek, patrząc na swojego starszego towarzysza

- Odnoszę wrażenie, że nigdy w życiu nie uczestniczyłeś w śledztwie takim, jak to. - stwierdził młodzieniec

- Nie, to mój pierwszy raz. Dlatego się tak cieszę! - odrzekł chłopiec, po czym uśmiechnął się szerzej

- To bardzo słaby plan. - westchnął dwudziestolatek. Kagawe przestał wtedy skakać i spojrzał na wojownika z ironią

- I niby powiesz mi, że masz lepszy pomysł! - rzekł oburzony

- Wiesz, możemy go śledzić tu i ówdzie, a wszystko samo wyjdzie na jaw. - odparł Yōkamai, dowiązując swoje morskie kimono, które się poluzowało - Prawdziwi przestępcy nigdy nie przyznają się do swojej winy, dlatego lokalne władze śledzą ich, w ten sposób dowiadując się o całej prawdzie i nie płosząc oponenta. - Nastolatek przez chwilę milczał, po czym spojrzał na towarzysza swoimi wielkimi oczyma

- Jednak MASZ ten lepszy pomysł... - stwierdził z lekkim smutkiem w głosie

- Sam byłem Kiyōkai i wykonywałem podobne zadania na rzecz pałacu, więc mam trochę doświadczenia. - dodał Tenseki, karcąc się w myślach za to, że bynajmniej prowadzi jeszcze konwersację z kimś, kto wydawał mu się niższej inteligencji

- Dobrze, ale jak mamy zdobyć tym sposobem informacje, skoro mamy ledwo dwa dni z hakiem, żeby to zrobić? - zapytał nastolatek, który zaczął dmuchać na swoją grzywkę, która lekko opadała mu na prawe oko

- O tym nie pomyślałem... - westchnął młodzieniec - Cóż, jak już mówiłem, Hideki to mój dobry przyjaciel. Postaram się z nim porozmawiać i wmówić mu do głowy, że chodzi o jego miejsce w tym pałacu.

- Taki był mój plan na początku. - odpowiedział nastolatek. Yōkamai spojrzał na niego z wrogą miną, zaś Kiyōkai uśmiechnął się do niego szeroko.

- Mógłbyś czasami trzymać język za zębami. - rzekł oschle dorosły wojownik

- A ty mógłbyś być trochę milszy. - zasmucił się Kagawe

- Staram się jak mogę, ale im bardziej mnie irytujesz, tym bardziej nie mam zamiaru prowadzić z Tobą tego śledztwa. - odparł młodzieniec, patrząc głęboko w otchłań nieba

- Wielkie dzięki za komplement! - zbulwersował się piętnastolatek, po czym skrzyżował ręce i stał cicho, czekając aż skończą się obrady.



Po upływie pół godziny jeden z Yōkamai uczestniczących na obradach gwałtownie otworzył drzwi, przy czym strzaskał nimi Kagawego. Tenseki uśmiechnął się pod nosem, licząc na to, że nikt nie zauważy. Rozbawiła go sytuacja, w której nielubiana przez niego osoba musiała mierzyć się z bólem. Młody Kiyōkai wtenczas stał nieruchomo, nie do końca wiedząc co się właśnie stało. Prawdopodobnie doznał urazu nosa, gdyż krew spływała mu dość intensywnie. Mimo to, nastolatek nie zwracał uwagi na swoje krwawienie z nosa, lecz oczekiwał Hidekiego, który wyszedł na samym końcu. Ognistowłosy, wysoki siedemnastolatek, cierpiący na różnobarwność tęczówek, z lekkim uśmiechem na twarzy oraz będący przywdzianym w pomarańczowe kimono, zrobił na Kagawem niemałe wrażenie. Kruczoczarny Yōkamai zawołał swojego przyjaciela po imieniu, po czym rudowłosy chłopak spojrzał w stronę chłopców. Kiyōkai tym bardziej poczuł w sercu zachwyt, kiedy ujrzał oczy rzekomego przestępcy. Młodzieniec posiadał bowiem niebieskie prawe oko oraz zielone - lewe. Piętnastolatek stał jeszcze przez chwilę cicho, zafascynowany wyglądem nowego kolegi, po czym dwudziestoletni Yōkamai, patrząc na niego już dłuższy czas, mocno klepnął go w plecy, gdyż owa cisza robiła się z wolna niezręczna.



- Ach, przepraszam! - powiedział Kiyōkai - Zapatrzyłem się...

- Zapatrzyłeś? A myślałem, że zakochałeś. - rzekł sarkastycznie Yōkamai. Nastolatek lekko zawarczał.

-  Przepraszam? - spytał nastoletni Yōkamai - Zdaje mi się, że byłem proszony do rozmowy. - Młody Kagawe słysząc delikatny, poniekąd głęboki głos nowego towarzysza, lekko się zarumienił. Gdyby nie nastoletnie rysy twarzy, Kiyōkai pomyślałby, że siedemnastolatek jest o wiele starszy.

- Owszem, Hideki. Musimy z tobą porozmawiać. - odparł Tenseki

- Dobrze... - powiedział drugi Yōkamai, następnie kierując wzrok na chłopca - Na Cesarza, nic ci nie jest, Kagawe?

- "Skąd on zna moje imię?" - pomyślał młody Kiyōkai, po czym spojrzał uśmiechnięty na kolegę - Nie, wszystko jest w porządku. Dlaczego pytasz?

- Krwawisz z nosa... - zdziwił się chłopak

- Ach, to nic wielkiego. Ktoś niechcący uderzył mnie drzwiami, kiedy wychodził z sali. - uśmiechał się chłopiec, jednak z lekka zaczynał czuć coraz ostrzejszy ból

- Nic mu nie będzie. - stwierdził dorosły Yōkamai

- Zwariowałeś, Tenseki? Trzeba się nim zająć. Może mieć nawet złamany nos! - odezwał się Hideki, stając w obronie nastolatka

- Gdyby miał złamany nos, to krew wypływałaby mu z nosa niczym z naszej fontanny. - odparł chłodnym głosem Yōkamai - Poza tym, nie o tym temacie chcieliśmy z tobą porozmawiać.

- W takim razie o jakim? - zapytał rudowłosy nastolatek

- Twoja funkcja w pałacu jest zagrożona, a my musimy ustalić szczegóły. Cała sprawa ma zostać pomiędzy mną, tobą a... tym tutaj krwawiącym dzieckiem. - rzekł Tenseki. Miedzianowłosy Yōkamai zdał sobie sprawę z tego, na jaką skalę zagrożona jest jego posada. Pomyślał, że jeszcze wiele nie wie o pałacu, niż wiedział do tej pory.

- A więc to pałac ma jakieś tajemnice przed nami... Ciekaw jestem, jak wiele rzeczy pozostaje jeszcze ukrytych głęboko przed umysłami wojowników Yagasai. - westchnął